Ta lodziarnia to żywy dowód na to, że nie wszyscy żyją klasyczną motoryzacją. Bo gdyby jednak żyli, najbardziej eksponowanym motywem byłby tutaj ekstrawagancko luksusowy model Lancii. A nie jest.
Żoliborz Artystyczny to relatywnie nowa część stolicy. Jego mieszkańcy zapewne nie pamiętają, że zbudowano go na gruzach dzielnicy przemysłowej, coś podobnie jak mieszkaniowe zaplecze biurowego Mordoru na Mokotowie, które wcześniej nazywało się Służewiec Przemysłowy.
Trzeba przyznać, że projekt nowego osiedla nieźle się udał. Wytyczono ulice, zabudowano je całkiem estetycznie. Może nieco zbyt gęsto jak na mój gust, ale ja mam z domu pięć sekund do lasu, więc może nie jestem w tej kwestii obiektywny. Jak by na to nie patrzyć, zgromadzono tu całkiem imponującą liczbę konsumentów, którzy gotowi są wydać pieniądze pod domem. I teraz mogą.
Wymagający konsument w sąsiedztwie to korzyść dla odwiedzających. Restauratorzy bowiem dwoją się i troją, by „lokalesi” byli zadowoleni z obsługi i nie opuszczali swojego kwadratu w poszukiwaniu innych i lepszych kulinarnych wrażeń. Nieprzypadkowo więc, właściciele Gelaterii prowadzą też opodal włoską restaurację. Ale na wizyty tam jeszcze przyjdzie czas i na razie sprawdziłem lody i espresso we Flaminii.
Obsługa, smaki (i ich dostępność) oraz kawa, to wszystko jest tutaj na co najmniej dobrym poziomie. Lody są gęste, mają aksamitną konsystencję a smak nie jest nachalny, jednak wystarczająco wyrazisty. Trzech kolegów, z którymi odwiedziłem to miejsce, potwierdzają te spostrzeżenia. Każdy lizał co innego, a jednak zadowolenie było podobne.
Tylko ja rzuciłem się dodatkowo na kawę, ale to już u mnie taki standard. Espresso było mocne, ładnie podane, obowiązkowo z wodą, o którą nie musiałem prosić, co nader często zdarza się w innych miejscach. Trudno to wytłumaczyć, chyba że ktoś nie rozumiem, że woda jest konieczna do spłukania innych smaków, aby kawowy mógł pozostać ze mną na dłużej. Tak to może wyglądać.
No results available
No results available
Nasze aplikacje w twoim telefonie