W Delfinie bywałem kilka razy, ale tak się akurat złożyło, że nie znalazłem czasu żeby zrobić tam zdjęcia czy zapisać wspomnienie. Inaczej było z początkiem lata 2025. Postanowiłem, że należy im się porcja rekomendacji bo dania mają pyszne a ceny, cóż, na równym polsko-nadmorskim poziomie.
Sobieszewo z biegiem czasu puchnie, jeśli chodzi o ruch turystyczny. Sytuacji nie pomaga wybudowanie mariny z osiedlem apartamentowców po drugiej stronie Martwej Wisły. Tamci też muszą przecież coś zjeść a nie po to kupili te luksusy żeby siedzieć całym dniami w kuchni.
Z drugiej strony, krótki spacer pozwala rozwiać wątpliwości co do ewentualnej kurortowości tej odległej dzielnicy Gdańska. Zasoby są tu skromne. Zarówno w obszarze gastronomii jak bazy noclegowej. Dlatego „cieszmy się tym, co jest” pozostaje chwilowo jedyną opcją.
Na tak zarysowanym tle, „Delfin” nadal broni się dziarsko. Co prawda, obsługa i zarządzanie przeszły już kolejne pokolenie i dla mnie, powoli wkraczającego w wiek pod-seniorski, nie wszystkie proponowane rozwiązania (z opowieściami o morskich rybach nilowych włącznie) są strawne. Natomiast podoba mi się, że z Delfina nie znikają pyszne ciasta czy ryby w słoikach, które można ze sobą zabrać na pamiątkę pobytu w Sobieszewie. I zjeść w domu.
W menu królują potrawy proste, jak na całym naszym Wybrzeżu. Ryba pieczona lub smażona, zupa rybna (naprawdę pycha, trzeba spróbować), a do tego wspomniane desery. Zmartwił mnie skromny wybór piwa z kija, ale to był, jak wspomniałem, zaledwie początek sezonu, więc takie potknięcia mają prawo się zdarzyć. Ogólnie było, jak zawsze, miło, luźno i tylko raz złapał nas tu deszcz.
No results available
No results available