Motocykl
Peugeot
Django 125i
125
Przebieg
9250 km
Wspomnienie klasycznych skuterów Peugeot to sprawa nieco naciągana. Co prawda marka popełniła, całkiem nawet dobrze zapamiętany, model ale to było w latach 60. Od tamtej pory minęło ponad pół wieku i powoływanie się na tamte wspomnienia, może być dzisiaj odczytane jako niewłaściwe.
Tym niemniej, jakąś dekadę temu, w Peugeot Scooters (nie mylić w fabryką samochodów) wpadli na pomysł modelu retro. Odgrzebali stare plany, szybko doszli do wniosku, że z tamtego nic się już nie da wskrzesić i przygotowali coś, co niby miało nawiązywać do historii, ale wiadomo, że lepiej aby zwyczajnie wbijało szpilkę Vespie. Tak powstało Django gdzie nazwa modelu dodatkowo przywołuje ciekawe brzmienia jazzu, ale to sobie wyszukajcie w internecie.
Swoje skutery, marka Peugeot już wcześniej budowała we współpracy z indonezyjskim potentatem branży, marką SYM. I całe szczęście, bo mogli oprzeć konstrukcję, przede wszystkim napęd, o sprawdzone w milionowych seriach rozwiązania. Do swojego retro skutera, Francuzi wybrali trzy silniki: 50, 125 i 150. Nie podejmuję się udzielenia odpowiedzi na pytania o ten trzeci. Chyba, że gdzieś to się sensownie układa podatkowo, bo wielkiej różnicy, między 125 a 150, nie da się zwyczajnie odczuć.
Trzeba przyznać, że design im się udał. Zwłaszcza tylna część nadwozia, nieco wydłużona, prezentuje się świetnie. Natomiast trzeba mieć świadomość, że ta elegancka powłoka naciągnięta jest na ramę z rur i plebejską mechanikę. To nie samonośne nadwozie, jak w droższych Vespach, ale też komfort jazdy i amortyzację dopracowano tutaj naprawdę solidnie.
Django nieźle się odpycha. Już w seryjnej konfiguracji odsadza miejski ruch samochodowy bez większego problemu. Natomiast po założeniu lżejszych rolek i mocniejszego dzwona, przyspieszenie jest bardziej niż satysfakcjonujące (za co dzięki serwisowi Motoroom, autoryzowanego serwisu skuterów Peugeot, z Towarowej 33 w Warszawie).
Francuski skuter zbiera wiele pochwał i budzi zainteresowanie na ulicy. Mój jest w ciepłych, kremowo-czerwonych, kolorach. Sugerują one, że to sprzęt damski, takie można czasem odnieść wrażenie, ale zainteresowani z godnością znoszą fakt, że Django jest prowadzone przez mężczyznę. Na dodatek nie tak wcale młodego.
Lubię miejskie przejażdżki tym skuterem i… tylko miejskie. Komfort siedziska i pozycja za kierownicą mocno ograniczają jego dalsze zasięgi. Ekonomia jest niezła, na zbiorniku pokonuję z reguły około 200 miejskich kilometrów, co przekłada się na zużycie pomiędzy 2 a 3 litry benzyny na 100 kilometrów. Słyszałem o nowszych, bardziej zaawansowanych skuterach, które zadowolą się tą mniejszą porcją, ale niespecjalnie mnie ta wiadomość martwi.
Django podcina konkurencyjną Vespę (z odpowiedniej pojemności silnikiem) o około 10 tysięcy złotych i kosztuje aktualnie w okolicach 17 tysięcy. To niezły bonus za wybór czegoś mniej oczywistego, ale wiem, że „vespiarza” i tak nic nie przekona. Ja do takich nie należę, chociaż włoskie skutery cenię i chętnie bym porównał (aż dziw, że jeszcze nie było okazji).
Mój egzemplarz jest z 2016 roku i wymieniłem się na niego za Autobianchi Y10 z Giełdy Klasyków. Czy żałuję tamtej decyzji? I tak i nie. Z jednej strony, świetnie wspominam Y10, ale też kilka sezonów z Django dostarczyło mi radości jazdy jednośladem, której żaden samochód nie da rady zapewnić.
No results available
No results available